Grupa naTemat

Innowacja nie zna granic. Rozmowa z Zygmuntem Grajkowskim

Dziś nie sposób wyobrazić sobie sukcesu bez innowacji.
Dziś nie sposób wyobrazić sobie sukcesu bez innowacji. Fot. photophilde https://goo.gl/ffOCWx CC BY 2.0
W dzisiejszym świecie innowacja stanowi jeden z warunków prawdziwego sukcesu. Aby go osiągnąć, nie wystarczy jednak świetny pomysł. Nowatorskie idee potrzebują wsparcia finansowego i instytucjonalnego. Rodzi się zatem pytanie: czy Polska jest miejscem przyjaznym innowacji? I czy rodzime technologie mają szansę zaistnieć w skali globalnej? O tym, jak wygląda innowacja w polskich warunkach, opowiada Zygmunt Grajkowski, Partner Zarządzający Giza Polish Venture, ekspert branży innowacji.

W jaki sposób innowacyjne technologie pochodzące z Polski mogą zaistnieć na rynku międzynarodowym?


Przede wszystkim musimy pozbyć się zupełnie niepotrzebnych kompleksów, nawet w stosunku do najbardziej rozwiniętych krajów. Jesteśmy dużym, wielomilionowym i bardzo dobrze wykształconym krajem europejskim. Rozwój technologiczny, jaki dokonał się w Polsce w ostatnich latach, jest ogromny. Sami tego być może nie zauważamy, bo rośliśmy wraz z budowaną infrastrukturą techniczną. Ale dobrze widać to na przykład podczas oprowadzania zagranicznych gości po naszych uczelnianych czy też badawczych laboratoriach. Miło jest wówczas usłyszeć westchnienie zdumienia, że mamy do dyspozycji światowej klasy urządzenie pomiarowe i najnowszy sprzęt, którego można nam pozazdrościć. Przez ostatnie lata zbudowaliśmy w Polsce znakomite fundamenty pod rozwój nowych technologii i infrastrukturę techniczną, na bazie której można opracowywać innowacyjne produkty. Przed nami stoi zadanie wypełnienia tej przestrzeni kapitałem intelektualnym – pełnymi zapału i pasji twórcami, którzy będą w tych laboratoriach wytrwale pracować tak długo, aż przyjdzie sukces. Dziś, w dobie globalizacji nie istnieje sukces lokalny – na skalę województwa czy kraju. Innowacja nie zna granic i istnieje tylko w wymiarze międzynarodowym. I na takie innowacje absolutnie nas stać!

W czym jesteśmy dobrzy i czym się wyróżniamy?

Nasi inżynierowie mają genetycznie wbudowany imperatyw „myślenia niestandardowego”, jak to mówią Amerykanie – „out of the box”. Do rozwiązania problemu technologicznego potrafimy podejść w niekonwencjonalny sposób, często kompletnie odbiegający od typowego procesu. Tam, gdzie potrzeba wymyśleć coś kompletnie nowego, przekraczającego oczekiwania – czyli dokonać odkryć zwanych radykalną innowacją – w tym jesteśmy świetni. Mamy zdolność do „ability to innovate”.

Natomiast gorzej u nas z wprowadzaniem tych wszystkich świetnych pomysłów na rynek. Cały czas brakuje nam „ability to execute”. Tych zdolności musimy się ciągle jeszcze uczyć, np. od Niemców. Niestety, jedna kompetencja bez drugiej kuleje i widać to po naszych przedsiębiorstwach, w tym także po technologicznych start-upach. Słabe szanse mamy także na konkurowanie w dziedzinie tak zwanej inkrementalnej innowacji, która polega na perfekcjonistycznym poprawianiu produktu. W tym z kolei przodują kraje azjatyckie.

Jesteśmy dobrzy w naukach technicznych, w których źródłem innowacji jest głęboka wiedza podstawowa z fizyki, chemii czy matematyki. Inżynier z takim wykształceniem wszędzie znajdzie zatrudnienie i będzie cenionym pracownikiem. Natomiast naszą słabą stroną jest perspektywa ekonomiczna technologii i dążenie do opracowania na jej bazie rynkowego, opłacalnego produktu. Często inżynier jedynie „bawi się” rozwojem technologii, a spojrzenie na swoje prace badawcze z perspektywy finansowej traktuje jako rzecz poniżej swojej godności i zajęcie dla kogoś z innego świata. Wydawaliśmy ogromne środki – w tym z dotacji rządowych – na finansowanie pracy, a nie prac naukowych, które miały cechy „umowy zlecenia”, a nie „umowy o dzieło”, lub to dzieło było dokumentacją rozliczeniową dotacji, pozbawioną nadziei wdrożenia rynkowego. Przyglądając się wymaganiom aktualnie prowadzonych programów wsparcia, np. przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, jasno widać, że celem jest finalne wdrożenie opracowywanej technologii na rynek i dostarczanie innowacyjnej gospodarce paliwa – nowatorskich produktów, którymi możemy konkurować globalnie. Ten zwrot w stronę wymogu praktycznych zastosowań z pewnością nie spodobał się naszym uczelniom. Widać jednak, że te najlepsze szybko adaptują się do nowej rzeczywistości i nawiązują ścisłą współpracę z przedsiębiorcami i przemysłem.

Czy polski biznes i uczelnie potrafią ze sobą współpracować i generować ciekawe projekty?

Polscy przedsiębiorcy od lat efektywnie współpracują z naszymi uczelniami, ale ta kooperacja odbywa się często w szarej strefie. Nasze produkty są innowacyjne i coraz bardziej konkurencyjne w aspekcie międzynarodowym. Wzrost naszego eksportu produktów i urządzeń jest faktem. Nowoczesne urządzenia, które produkujemy zarówno z przeznaczeniem na rynek rodzimy, jak i na eksport, powstają w kooperacji z naukowcami, mającymi zmysł praktycznego zastosowania swojej wiedzy. Na razie współpraca naukowca z przedsiębiorcą działa dość dobrze, ale bez angażowania w ten proces uczelni. Wszelkie próby legalnego kontraktowania prac przez uczelnię czy uczelniane centra transferu technologii kończą się niepowodzeniem z powodu drastycznego podwyższenia ceny usługi lub wydłużenia czasu realizacji. Przedsiębiorców odstraszają też biurokratyczne uczelniane procedury. Ale i w tym wypadku widać znaczący postęp. Dobrym przykładem zmian na lepsze jest realizowany przez NCBiR Program Szybka Ścieżka, do którego wnioski złożyło już ponad 1000 przedsiębiorców – w większości we współpracy z kadrą badawczą, a w dużej części także we współpracy z uczelniami.

Jak wygląda rynek innowacji w Polsce?

Można wskazać cztery główne gniazda innowacji w Polsce: po pierwsze uczelnie i instytuty badawcze, po drugie centra badawczo-rozwojowe dużego przemysłu, po trzecie innowacyjni przedsiębiorcy oraz po czwarte nowa, rodząca się grupa technologicznych start-upów.

Na uczelniach mimo dużego, naturalnego bezwładu widać trwający ferment, korzystanie z wzorców światowych i pozytywny sentyment dla komercjalizacji innowacji. Wiodące uczelnie już nie tylko werbalnie, ale praktycznie wspierają wynalazców w ich miękkim „zwodowaniu” na ryzykowne środowisko gospodarcze. Zapewne inne uczelnie, zachęcone przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, pójdą ich śladem, przysparzając pożytków polskiej gospodarce.

Centra badawczo-rozwojowe dużego przemysłu są przez globalną konkurencję zmuszane do efektywniejszego opracowywania nowych technologii, aby utrzymać swoich klientów. Dla tych jednostek obroną przed typowym dla większych organizmów spadkiem efektywności i tempa rozwoju oraz wdrażania innowacji jest model „open innovation”. Polega on na otwarciu się na wszystkie możliwe środowiska, zachęcając do zgłaszania swoich propozycji innowacji – czy to procesowej, czy produktowej, czy nawet marketingowej. To jest dzisiaj najtańsza i najszybsza ścieżka pozyskiwania i wdrażania do produkcji innowacyjnych produktów w dużych firmach. Wymaga to niestety zmiany w kulturze i zwalczenia syndromu „not invented here”. Jest to trudne – bo kto za bramą naszego zakładu wie lepiej, niż my sami?

Drugim ciekawym trendem jest tworzenie przez duży przemysł wyspecjalizowanych funduszy venture capital zwanych corporate VC. Tu pozytywnym przykładem w Polsce może świecić Enea, która jako jedna z pierwszych dużych firm podjęła decyzję o uruchomieniu takiego funduszu, dzięki czemu będzie mogła już wkrótce aktywnie poszukiwać wsparcia finansowego, ale i organizacyjnego nowych technologii do zastosowania w sektorze energetycznym. Fundusz Enea może stać się wzorcem do naśladowania dla innych polskich dużych przedsiębiorstw, jako bardzo efektywny sposób identyfikacji innowacji, przydatnych Grupie Enea do unowocześniania swojej działalności operacyjnej. Jest to również przykład bardzo dobrego mechanizmu społecznej odpowiedzialności biznesu, pomagającego polskim naukowcom zweryfikować, a następnie zastosować praktycznie swój wynalazek i to jeszcze ze wsparciem finansowym Enei.

Trzecie gniazdo innowacji to ogromna rzesza polskich przedsiębiorców, którzy są codziennie atakowani przez konkurencję w postaci polskich i międzynarodowych firm. Rynek jest bezwzględny. Zarówno indywidualni, jak i instytucjonalni klienci bez litości eliminują z niego dostawców, oferujących produkty gorszej jakości. Przenoszą swoje sympatie i złotówki do przedsiębiorców, dostarczających produkty innowacyjne, o nowych funkcjonalnościach i konkurencyjne w stosunku do tych dostępnych w Polsce, a także importowanych. W ten iście darwinowski sposób polski przedsiębiorca musi „innovate or die”. Ci, którzy swoich produktów nie udoskonalali – już zeszli z rynku.

Szczególnym gniazdem innowacji są technologiczne start-upy, ponieważ w zdecydowanej większości opracowują i wdrażają na rynek produkty kompletnie nowe. Tego typu spółki biorą na siebie podwójne ryzyko: nie tylko rynkowe, ale i technologiczne. Na świecie, a zwłaszcza w USA i Izraelu, spółki te są ważną siłą napędową całej gospodarki. W Polsce zapewne też tak będzie. By się rozwijać, start-upy potrzebują kapitału. Nie może to być pożyczka z banku, tylko inwestycja kapitału wysokiego ryzyka, jaki na świecie dostarcza sektor venture capital. Ten w Polsce dopiero raczkuje.

Czym powinien charakteryzować się dobry pomysł na innowacyjny biznes?

Dobry pomysł nie jest polską kopią produktu istniejącego już na innych rynkach. Nie może też być „z kosmosu”. Musi odpowiadać na istniejące zapotrzebowanie rynku. Jeszcze lepiej byłoby, gdyby generował nowy segment produktów: takich, których jeszcze nie ma, ale jest prawdopodobne, że gdyby się pojawił, to znalazłby nabywców.

Dobry pomysł, o ile jest oparty o innowacyjny produkt, powinien mieć ochronę prawną – być opatentowany lub charakteryzować się inną barierą wejścia, tak, aby nie mógł być łatwo, tanio ani szybko skopiowany przez konkurentów. Dobry pomysł to jeszcze nie wszystko – od pomysłu do przemysłu droga daleka. Za ideą musi stać dobry zespół, który zagwarantuje, że pomysł zamieni się w produkt, pokona ryzyko technologiczne, a następnie będzie w stanie zaistnieć z sukcesem na rynkach – także tych międzynarodowych. Dobry pomysł musi być wsparty konkretnym planem działania, realistycznym harmonogramem i budżetem – tak aby zapewnić mu finansowanie na wszystkich niezbędnych etapach.

W jakiej formie i komu najlepiej go zaprezentować?

Nie ma powodu rozsyłać wszystkim wielostronicowych opracowań opisów rynku czy technologii. Najlepiej jest najpierw przejrzeć portfolio dostępnych na rynku funduszy venture capital i wybrać te, do których profilu inwestycyjnego nasz produkt najbardziej pasuje. Na przykład: nie ma sensu wysyłać projektu nowych materiałów funduszowi, dokonującemu inwestycji tylko w sektor life science. Nie składajmy wniosku o finansowanie 2 mln zł do funduszu, który inwestuje minimum 5 mln euro w jeden projekt. Jeżeli mamy w planie ekspansję globalną, a co najmniej zagraniczną, poszukajmy międzynarodowego venture capital, obecnego i inwestującego już w Polsce. To zwiększy szanse pozyskania kapitału i zmniejszy stres spowodowany ewentualnymi niepowodzeniami i odrzuceniem naszej aplikacji. Niektóre fundusze venture capital, np. polsko-izraelski Giza Polish Ventures, na swoich stronach internetowych umożliwiają składanie aplikacji w ustrukturyzowany sposób, sugerując pytaniami, co powinno znaleźć się w danej sekcji. Jeśli nasza wstępna aplikacja zainteresuje dany fundusz VC, możemy być pewni, że zostaniemy zaproszeni na rozmowy, na których dostaniemy szansę dokładniejszego i osobistego przedstawienia swojego pomysłu.


Zygmunt Grajkowski posiada ponad 30-letnie doświadczenie w branży technologicznej i corporate finance, które zdobył pełniąc różne funkcje kierownicze w spółkach informatycznych, międzynarodowych firmach doradczych i funduszach venture capital. Był założycielem i wieloletnim prezesem jednego z pierwszych technologicznych start-upów w Polsce, spółki Technimex SA, opracowującej i wdrażającej jako jedna z pierwszych w Polsce, systemy sieci LAN/WLAN oraz innowacyjne systemy oprogramowania CAD/CAM.

W kolejnych latach Zygmunt Grajkowski pełnił m.in. funkcję dyrektora departamentu fuzji i przejęć firmy Pricewaterhouse Coopers w Polsce. Następnie przez pięć lat ( 1997 – 2002) był wspólnikiem i partnerem inwestycyjnym w funduszu Private Equity - Enterprise Investors - firmie zarządzającej jednym z największych funduszy typu VC/PE w Europie Środkowej. W funduszu Enterprise Investors Zygmunt Grajkowski był odpowiedzialny za inwestycje w sektorze nowych technologii w tym między innymi za inwestycje na wczesnym etapie wielu z dzisiaj największych firm informatycznych notowanych aktualnie na Giełdzie Papierów Wartościowych w tym Asseco Poland i Comp SA.

Od 2003 roku właściciel firmy VBM Consulting. Od 2012 roku pełni funkcję Partnera Zarządzającego w wiodącym w Polsce funduszu venture capital Giza Polish Ventures I, który zrealizował ponad 20 inwestycji kapitałowych w sektorze nowych technologii. Zygmunt Grajkowski jest założycielem fundacji StartUpHub Poland, której misją jest zachęcanie przedsiębiorczych Polaków i naukowców pracujących za granicą do reemigracji i założenia swojego start-upu w Polsce oraz wsparcie imigracji utalentowanych wynalazców i innowacyjnych przedsiębiorców, w tym polskiego pochodzenia z krajów za naszą wschodnią granicą i pomoc im w założeniu w Polsce własnej działalności gospodarczej ze wsparciem finansowym Fundacji oraz zarządzanego przez nią inkubatora technologicznego z Programu BridgeAlfa NCBiR pod nazwą StartVenture@Poland.

Zygmunt Grajkowski od kilku lat bardzo aktywnie działa na rzecz zbudowania w Polsce przyjaznego innowacjom ekosystemu prawno-podatkowego, w tym aktywnie brał i bierze udział w inicjowaniu i konsultowaniu aktów legislacyjnych dotyczących tematyki wspierania innowacyjnej gospodarki w Polsce. Jest przewodniczącym Komitetu ds. Nowych Technologii i Innowacji Krajowej Izby Gospodarczej oraz kieruje sekcją venture capital w Polskim Stowarzyszeniu Inwestorów Kapitałowych.

Zygmunt Grajkowski jest również aktywnym ekspertem w programach Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
InnowacjeStartupyPrzedsiębiorcy
Skomentuj